Zygmunt był człowiekiem pełnym złości i agresji. Przez całe lata żył z tych swoich negatywnych cech i dobrze na nich zarabiał. Pewnego dnia trafił na Kościół Uliczny w Gdańsku. Zupełnie przez przypadek. Po prostu przechodził obok i zatrzymał się, aby posłuchać. Po tygodniu przyszedł znowu i tak przez kolejne miesiące. W pewnym momencie oddał swoje życie Bogu. Złagodniał. Wyznał grzechy.
W swoim życiu Zygmunt skrzywdził wielu ludzi, szczególnie pewnego człowieka, którego kiedyś pobił tak mocno, że tamten spędził miesiąc w szpitalu. Ostatnio spotkał się z nim ponownie, przez przypadek, w zupełnie nowych okolicznościach, na Kościele Ulicznym. Zygmunt szczerze go przeprosił. Tamten to przyjął. Potem razem modlili się, tam na ulicy, w Bożej obecności.
Author Archives: Maciek Strzyżewski
4 Spotkanie czwartkowe
Na ostatnim spotkaniu było nas sześciu. Faceci po poważnych życiowych zawirowaniach. Dwóch już wyszło z dołu, jeden wychodzi, a dwóch pragnie żyć normalnym życiem.
Zawsze otwieramy Biblię, bo stamtąd płynie nadzieja i wskazówki do tego, aby iść właściwą drogą. Mężczyźni otwierają się. Czują się bezpiecznie. Kiedyś mieli serca jak skała, teraz ich serce staje się mięsiste (Ez 36,26).
– Nigdy nie płakałem. Gdy mnie bili, gdy mnie zamykali, gdy rodzice płakali. Nigdy. Teraz łzy same mi płyną, gdy zdaję sobie sprawę z tego, co zrobił dla mnie Jezus – mówi jeden z uczestników.
– Mam pracę. Niewiele zarabiam, ale chodzę tam każdego dnia z radością. W końcu prowadzę uczciwe życie i to mi się podoba – mówi drugi.
– Chcę być wzorowym ojcem dla swojego dziecka. Nie podoba mi się jak żyję w tej chwili – mówi trzeci.
Rozmawiamy tak ze sobą każdego tygodnia, czytamy Biblię i modlimy się, a Bóg jest między nami.
Maciej Strzyżewski
Dzieciaki pomagają
Na zaproszenie Chrześcijańskiej Szkoły Montessori w Gdańsku w ramach rekolekcji poprowadziliśmy zajęcia. Opowiadaliśmy o Kościele Ulicznym, o biednych ludziach i poświęconych wolontariuszach, którzy są misjonarzami. Dzieciom bardzo podobały się opowieści i same z siebie zaproponowały jak mogłyby pomóc. Dnia następnego w ramach zajęć w klasach I-III dzieciaki zrobiły kanapki dla ludzi, którzy „nie mają swojego domku, ani swojego łóżeczka”, poruszone losem biednych. Zrobiły także papierowe jajka z tekstami biblijnymi, które przypominają o tym, co Jezus zrobił dla nas na krzyżu. Następnie przyszły na spotkanie Kościoła Ulicznego, aby to wszystko rozdać. Dzieci były bardzo zadowolone, a dorośli wzruszeni ich zaangażowaniem. Nowa kadra wolontariuszy rośnie nam szybciej niż się spodziewaliśmy.
Super impreza!
Od zaprzyjaźnionej hurtowni znowu otrzymaliśmy mnóstwo darów. W sobotę po południu, w kilka osób wybraliśmy się do trzech gdańskich schronisk dla osób bezdomnych, aby podzielić się z ich mieszkańcami miłością Chrystusa.
Pierwszym miejscem był Dom Samotnej Matki. Warunki tam panujące są dalekie od wymarzonych, ale na twarzach kobiet nie było widać przygnębienia. Dzieci były radosne, a mamy uśmiechnięte. Rozdaliśmy im ciastka, Biblie i książki. Powiedzieliśmy, że Bóg je kocha i zna ich problemy. Pomodliliśmy się o nie. Poprosiliśmy je także, aby dołożyły starań, aby ich dzieci nie były obciążone trudną sytuacją, w której się znajdują, ale mogły wyrosnąć na wspaniałe młode osoby, które będą miały wiarę, że w życiu osiągną wszystkiego, czego zapragną. Jako przykład podaliśmy postać Bena Carsona, tegorocznego kandydata w wyborach prezydenckich w USA i gorącego chrześcijanina, który wyrastał w podobnych, trudnych warunkach. Zachęciliśmy je do obejrzenia znakomitego filmu jemu poświęconemu pt.: „Cudowne ręce”.
Następnie pojechaliśmy do drugiego schroniska, gdzie znajdują się kobiety i mężczyźni. Spotkanie z tymi ludźmi było bardzo naturalne. Rozdawaliśmy im ciastka, opowiadaliśmy o kochającym Bogu, o dobrym życiu i modliliśmy się o nich. Byli bardzo wdzięczni i przejęci.
W ostatnim miejscu, w schronisku dla bezdomnych mężczyzn, spędziliśmy najwięcej czasu, bo oprócz podarunków pokazywaliśmy im slajdy z podróży, opowiadające o dobrych ludziach i ciekawych miejscach. Chcieliśmy przekazać im trochę nadziei i wzbudzić marzenia o lepszej przyszłości. Chyba się udało. Spotkanie było elektryzujące. Mężczyźni podziękowali i poprosili o kolejną wizytę.
Tego dnia obdarowaliśmy 250 osób. Z wieloma z nich mieliśmy głębokie rozmowy i modlitwy. Do domu wróciliśmy wyczerpani, ale szczęśliwi. Bóg jest niesamowity!
Maciej Strzyżewski
3 Spotkanie czwartkowe
Przyszły cztery osoby. Trzy nie mogły przyjść, ale przeprosiły. Spotkania są rozwojowe. Pojawiają się nowe osoby. Tym razem mieliśmy okazję poznać Waldka. Bardzo inteligentny i ciekawy człowiek, który ma swoją zawiłą historię. Przez dwadzieścia lat mieszkał w USA. Z uznaniem słuchaliśmy o trudzie wychodzenia z nałogów i problemów, w które kiedyś popadł.
Tradycyjnie mieliśmy głębokie studium Biblii. Tym razem zastanawialiśmy się nad historią Nikodema (J 3), który w nocy przyszedł do Jezusa. Pod tym wpływem pojawiło się wiele inspirujących myśli, które sprawiły, że modlitwy były gorące.
Spotkanie było bardzo twórcze. Pojawił się pomysł zorganizowania dla osób bezdomnych majówki nad jeziorem, z ogniskiem, pieczonymi ziemniakami, muzyką, opowiadaniem doświadczeń związanych z Bożą mocą. Nie wiadomo kiedy ci ludzie po raz ostatni brali udział w czymś takim i czy w ogóle. Czy nie jest to super pomysł? Chcesz pomóc?
2 Spotkanie czwartkowe
Co tydzień zapraszamy osoby z Kościoła Ulicznego, które chcą zerwać z dotychczasowym życiem człowieka bezdomnego, uzależnionego, upodlonego. Każdego tygodnia ludzie tacy przychodzą. Zawsze są to wielkie spotkania oparte na otwartości, szczerości, życzliwości i modlitwie. Tak było i tym razem.
W wielu kościołach toczy się dyskusja czy zapraszać do kościoła osoby bezdomne. Dylemat wynika z tego, że ci ludzie kojarzą się z przykrymi zapachami. My, zanim osobę bezdomną gdzieś zaprosimy, najpierw przygotowujemy ją na spotkanie z normalnymi ludźmi. Smród bezdomności zazwyczaj nie wynika z biedy, ale z nałogów. Nie ma potrzeby abyśmy od zdrowych ludzi oczekiwali, aby ci tolerowali to, co nie jest normalne np. smród. Raczej oczekujemy od osób bezdomnych, aby te coś z siebie dały i zaczęły o siebie dbać, szczególnie, że istnieją takie możliwości. Na szczęście większość bezdomnych jest dosyć zadbana i jeżeli tylko chcą zmienić swoje życie, to my chcemy im w tym pomóc. Po to są spotkania czwartkowe.
Pani Ania całymi tygodniami wyglądała nieciekawie. Piła i nic innego w życiu się dla niej nie liczyło. Przebudziła ją śmierć znajomej. Od kilku tygodni jest trzeźwa i poważnie patrzy na życie. Zyskała pracę i mieszkanie. Kobieta jest nie do poznania. W niedzielę była w kościele. Przyprowadziła jeszcze jedną osobę, która przechodzi przez podobny proces.
Od innego bezdomnego otrzymaliśmy ostatnio wiadomość:
„Ostatnia wigilia (KU dla bezdomnych) zapadnie mi głęboko w pamięci. Przyszedłem tam za namową kolegi. Potem poszedłem w najbliższą niedzielę na nabożeństwo do kościoła. Było to niezwykłym przeżyciem. Panowała przyjazna atmosfera i wszyscy, których tam spotkałem byli mili. Potem poszedłem na Sylwestra, którego miło spędziłem wraz z innymi wierzącymi, w dodatku trzeźwy. Od grudnia nie piję, dzięki Bogu i wszystkim, których spotykam w kościele. Nie mogę doczekać się niedzieli i nabożeństwa. Zazdroszczę im wszystkim tak głębokiej wiary, ale ufam Bogu, że kiedyś będę mógł nazwać się ich bratem”.
Czy warto pomagać zdezelowanym przez życie ludziom? Warto. Na nowej ziemi tacy nie będą.
Maciej Strzyżewski
Wioleta
Podczas ostatniego spotkania Kościoła Ulicznego rozchodzi się smutna wieść, że w tragicznych okolicznościach zmarła bezdomna kobieta.
Dnia następnego otrzymuję telefon od nieznanej osoby. Przedstawia się jako Anna z Tczewa. Opowiada mi o ostatnich zdarzeniach w swojej rodzinie. Jej mąż miał siostrę, z którą przed laty stracił kontakt. Wiedział jedynie, że była alkoholiczką i mieszkała na ulicy. Nie miał od niej wieści od siedemnastu lat, aż do ostatniego piątku, kiedy do ich drzwi zapukała policja i poinformowała, że jego siostra nie żyje.
Anna i jej mąż oboje są wierzący. Oboje aktywnie uczestniczą w życiu Kościoła. Zależy im, aby urządzić siostrze godny pogrzeb, podczas którego można byłoby powiedzieć kilka dobrych słów o bezdomnej kobiecie. Jednak nie znają żadnych dobrych faktów na temat jej życia. Najbardziej zależy im na tym, aby dowiedzieć się czegoś na temat jej życia z Bogiem. Nie ma jednak osób, które takich informacji mogłyby udzielić. Tak się przynajmniej wydaje.
Anna jedzie do Gdańska. Na parkingu jakiś mężczyzna za „co łaska” kieruje jej samochód na miejsce. W pierwszych słowach informuje ją, że jest bezdomny. Ona odruchowo mówi mu o pogrzebie bezdomnej siostry brata. Mężczyzna pyta czy miała na imię Wioleta. Anna zaskoczona potwierdza. Mówi, że znał ją i inni bezdomni też. Wtedy mówi to, co Anna z mężem chcą usłyszeć najbardziej:
– Widzi pani. My się wszyscy znamy, bo w każdy wtorek chodzimy na Kościół Uliczny. Tam się nami opiekują. Przemawiają do nas z Biblii i uczą nas kochać Boga. Dają nam jeść i modlą się o nas. Wioleta też tam zawsze z nami była. O nią też się modlili i dostała od nich Biblię.
Anna szczęśliwa wraca do domu. Towarzyszy jej nadzieja. Ma dobre wieści dla męża. Najlepsze z możliwych.
Maciej Strzyżewski
1 Spotkanie czwartkowe
Kościół Uliczny w Gdańsku stawia kolejny krok w swojej misji. Zabieramy naszych podopiecznych z ulicy do budynku, aby poświęcić im więcej czasu i tym samym bardziej im pomóc. Nie przychodzi wiele osób, ale nie szkodzi, bo więź jaka się pomiędzy nimi tworzy, otwartość, szczerość i głębia rozmów świadczą, że spotkania te mają sens i wywierają realny wpływ na życie.
Rozmawiamy ze sobą, studiujemy Biblię i modlimy się. Mamy ze sobą super kontakt. Chłopaki opowiadają swoje losy, które są w większości przypadków nie do pozazdroszczenia. Jeden z nich powiedział, że z dzieciństwa pamięta jedynie ojca straszącego matkę pistoletem przy głowie, bijącego ją oraz liczne rodzeństwo. Drugi dodał, że u niego było jeszcze gorzej. Mężczyźni są jednak świadomi tego, że nie muszą być ofiarami swojej przeszłości. Są młodzi. Umieją pracować. Pragną mieć zdrowe rodziny, dom i pracę. Wszystko przed nimi. Trzymamy za nich kciuki, modlimy się i praktycznie pomagamy. Do tej pory pięciu osobom pomogliśmy znaleźć pracę, a dwóch wysłaliśmy na terapie.
Maciej Strzyżewski
Wigilia Kościoła Ulicznego 3
W ostatni piątek Kościół Syloe z Malborka zorganizował w jednej z restauracji uroczystą kolację. Okazji do świętowania było kilka. Po pierwsze, równo rok temu powstał w Malborku Kościół Uliczny. Po drugie, zbliża się Boże Narodzenie i odbywała się wigilia. Gościem specjalnym na kolacji był Piotr Stępniak z Bożej Bandy Byłych Bandytów. Piotr przyjechał nie tylko z Bandą, ale i z żoną. Trzecią okazją do świętowania była 11 rocznica ich ślubu.
Kościół Syloe opiekuje się kilkoma ubogimi rodzinami, którym pomaga stanąć na nogi. Osoby te zostały zaproszone na kolację. Innymi gośćmi były osoby zapoznane na Kościele Ulicznym. Przyszli również członkowie Kościoła Syloe oraz przyjaciele np. Wojtek Kasprzyk z zespołu Przed Nami oraz Maciek Strzyżewski z Kościoła Ulicznego w Gdańsku.
Pastorem malborskiego Kościoła jest pastor i biznesmen Piotr Furgała. Liderami Kościoła Ulicznego są Przemek i Anna Kaczorowie oraz Marta Szmigielska.
Wigilia Kościoła Ulicznego 2
Kilka tygodni temu ogłosiliśmy zbiórkę grubych skarpet. Zrobiliśmy to z myślą o mężczyznach z jednej z gdańskich noclegowni. Odzew był duży. Wkrótce otrzymaliśmy skarpety i środki na zakup pozostałych. Dokupiliśmy także czekolady, pomarańcze i książki. Dziewczyny je spakowały. W taki sposób powstały 83 paczki. Powstała pokaźna sterta prezentów. W tym momencie spieszę z podziękowaniami, bo prawda jest taka, że gdyby nie Wasz odzew na nasz apel, to nic by z tego zamysłu nie wyszło. Do powstania paczek swojej hojności przyłożyły i przyłożyli się: Chrześcijańskie Przedszkole Montessori, Chrześcijańska Szkoła Montessori, firma Śliwa Guitars, Kościół Przystanek Niebo, Kościół Uliczny ze Szczecina, Agnieszka G, Filip N, Piotr K, Julia J, Agnieszka W, Agnieszka K i Mariusz K, Artur M, Henryka J, Michał M. Dziękuję Wam w imieniu ludzi bezdomnych, którzy przekazali nam dla Was duże uśmiechy.
Budynek jest w niskim standardzie. Jest zatłoczony. Wiele osób wygląda na przybitych. Wielu fakt przebywania w tym miejscu odbiera za osobistą porażkę i upokorzenie. Kiedyś mieli wszystko, a teraz nie mają niczego. Większość z nich nie chce wyjść ze swoich pokojów. Widać też, że cierpią relacje tutejszych mieszkańców.
– Nie musicie i nie będziecie trwali w tym miejscu na zawsze. Święta Bożego Narodzenia są dowodem na to, że Bogu na Was zależy. Zależy Mu na Was do tego stopnia, że posłał swojego Syna, aby każdy kto w Niego uwierzy nie umarł, ale miał życie wieczne. On chce dla Was lepszego życia i ma możliwości, aby takie Wam zapewnić. Przyszliśmy dzisiaj, aby przynieść Wam nadzieję i wiarę w Boga Jedynego. Zapraszamy Was na spotkania Kościoła Ulicznego, które odbywają się każdego tygodnia. Jest to miejsce, w którym spotykają się ludzie, którzy kochają Boga i innych ludzi – przemawiamy do nich i widzimy jak błyszczą się im oczy.
Jeden z mężczyzn wstaje i wygłasza piękną mowę dziękczynną w imieniu pozostałych kolegów, którzy mu przytakują. W noclegowni pryska mit człowieka bezdomnego jako pijanego i śmierdzącego kloszarda. Mieszkańcy noclegowni nie piją. Wielu ma inteligentne twarze. Mają dowody osobiste, komórki, niektórzy pracują. Wydaje się, że są niedaleko powrotu do społeczeństwa.
Zatrzymujemy się na stacji Shella i na miejscu parkingowym z gorliwością dziękujemy Bogu za ten wspaniały dzień, podczas którego tak wiele się wydarzyło, za to, że otworzył nasze oczy na nowe zjawiska i po raz kolejny pozwolił dostrzec człowieka.
Rok temu, powołując Kościół Uliczny, powiedzieliśmy A. Wyruszając do noclegowni powiedzieliśmy B. Zbliża się C. Co to będzie? Zobaczymy już wkrótce. Jesteśmy otwarci.
Dzięki Agata, Robert, Beata, Piotr, Szczepan, Kasia i Jacek. Służba z Wami jest przywilejem.
Maciej Strzyżewski

































































































