114 Spotkanie

Kolejne spotkanie Kościoła Ulicznego i znowu inaczej niż tydzień wcześniej. Napisze krótko. Kolejka bezdomnych po zupę, a za stołem gdzie jest ona wydawana, Samuel, ok. 7 lat, podaje bezdomnym łyżki. Widok bezcenny. Bóg mi pokazuje, że ma ludzi do pracy i są oni w każdym wieku :). Po chwili pokazuje się drugi chłopiec, lat ok. 11 lat, który zaczyna rozkładać chleb. Jego uśmiech wszystkich rozgrzewa. Zauważam jak bezdomni się uśmiechają do małolatów. Są zdziwieni, że dzieci się ich nie boją, że dają im jeść. Widok jest wspaniały. Po 10 minutach podjeżdżają wolontariusze z grillem … i co? Tam też dzieci :), które pomagają pod okiem dorosłych. Niesamowite!!!

Robert

 

dsc_0201 dsc_0214 dsc_0216

113 Spotkanie

Kolejne spotkanie Kościoła Ulicznego jest za nami. Dzisiaj było inaczej niż zwykle. Spokojniej. Nikt nie był pijany. Nikt się nie przepychał. Podejrzewam, że było to spowodowane Świętem Zmarłych, wspomnieniami o kolegach z ulicy, którzy już nie żyją, wspomnieniami o rodzicach. Tego tematu dotyczyły dzisiejsze rozmowy.

Patrzyłem na osoby bezdomne z innej perspektywy. Bylem pod wrażeniem przemian, jakie wśród wielu z nich zachodzą. Dzisiaj dowiedziałem się, że kolejna osoba, bezdomna kobieta, Małgosia, która przychodzi na Kościół Uliczny po pomoc, dostała pracę w Carrefourze. Teraz jest uśmiechnięta i wdzięczna. Dzięki KU usłyszała i zrozumiała, że można żyć lepiej.

Co można powiedzieć? Bóg jest dobry!

Robert

 

Święto Zmarłych. Wstaję od rodzinnego stołu, gdzie w przemiłej atmosferze konsumujemy naleśniki i bezstresowo sobie rozmawiamy. Wyruszam na ciemne, deszczowe ulice by spotkać się z drugą rodziną. Spotkanie odbywa się na ulicy, gdzie przez dwie godziny rozmawiamy, modlimy się i rozdajemy posiłki oraz ubrania potrzebującym. Ciekawe, że w ten wolny dzień, mimo niekorzystnej aury jest dużo wolontariuszy. Prawie tylu co potrzebujących. To daje nam możliwość lepszego kontaktu i rozmów. Niektórzy podejmują kroki, by wydostać się z życiowego błota, inni, niczym zaklęci, kręcą  się ciągle wokół tych samych problemów, kompletnie nic nie zmieniając. Czy w naszym życiu nie jest czasem podobnie? Na tak jaskrawych przykładach często lepiej widać to, czego nie dostrzegamy na co dzień u siebie. Ulica jest dla mnie miejscem, które uczy pokory. Każdy czegoś potrzebuje, uczymy się więc od siebie wzajemnie.

Dziś mówimy o czasie podjęcia decyzji. Pan Jezus w Ewangelii Łukasza naucza: „Bóg przecież nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych, bo dla niego wszyscy żyją” (Łk 20, 38).  Mówimy za Pismem Świętym, że czas podjęcia decyzji o życiu wiecznym z Bogiem następuje tutaj, na ziemi, za życia. Dlatego wychodzimy dzisiaj na ulicę. Do żywych, potrzebujących, zagubionych, niepewnych. Czas wspomnień o tych co odeszli powinien być też czasem refleksji o przemijalności życia na ziemi. Skąd więc u ludzi tyle niepewności co do ich przyszłości? To niewiara zbiera swe żniwo. Tylko oddanie Bogu życia może to zmienić.  Zbawiciel mówi: „Kto wierzy we mnie, choćby i umarł żyć będzie wiecznie” (J 11,25). Żyj zatem dla Boga i ciesz się wiecznością w Chrystusie Jezusie!

Piotr

112 Spotkanie

dsc_0119Robi się zimno. Nasi podopieczni nabierają poważnego stosunku do życia. Powoli rozpoczyna się kolejna walka o przetrwanie. Zupa, którą wydajemy nie tylko zapełnia żołądek, ale przede wszystkim rozgrzewa. Miło jest patrzeć na ludzi, którym pomagamy. Jedzą a potem przychodzą porozmawiać. Czują, że to, co mówią ma dla nas znaczenie. Ma.
Wzruszają mnie ludzie, którzy przynoszą kanapki. W ostatnich tygodniach mamy ich bardzo dużo. Wiele z nich robią Ukraińcy, ludzie, którzy są emigrantami, którym w życiu nie jest lekko, a jednak biorą z tego co mają, aby podzielić się z tymi, którzy mają jeszcze mniej.

Kobieta, która się najadła zwraca się do mnie jako do księdza. Chce całować mnie po rękach. Nie pozwalam jej na to. Mówię, że mam na imię: Maciek, a jestem tutaj, bo sam w życiu wiele otrzymałem.

Pewien chłopak przygląda się nam.
– Czy wiesz co się tutaj dzieje? – pytamy.
– Nie za bardzo – odpowiadaj.
– Ludzie doświadczają Bożej obecności i ich życie się zmienia – tłumaczymy.
– Nie ufam Kościołowi! – odpowiada stanowczo.
– Nie mówimy Ci o Kościele. Opowiadamy Ci o Bogu, który jest pełnią miłości, czystości, sprawiedliwości i piękna.

Chłopak zaczyna rozumieć. Po godzinie rozmowy mówi, że pragnie tego Boga, którego my znamy. Skończył dwa trudne kierunki studiów i zaczął ćpać. Przyznaje się, że się w życiu zagubił i nie potrafi się wyplątać. Modlimy się o niego.

Bartek i Wiola byli kiedyś bezdomnymi. Są młodzi. Od kilku miesięcy nie piją. Bartek dużo pracuje. Mają pieniądze na wynajem mieszkania. Noszą obrączki. Chcą się pobrać i mieć dziecko. Są tym faktem podekscytowani i rozumieją jego doniosłość. To, co mówią jest miodem na naszą duszę. Kiedyś byli menelami. Teraz się normalnymi obywatelami. Bóg ma ich w swojej opiece.

Maciek

 

dsc_0001 dsc_0095 dsc_0115 dsc_0117 dsc_0119 dsc_0129 dsc_0130 dsc_0131 dsc_0137 dsc_0139 dsc_0140 dsc_0142 dsc_0143 dsc_0147

 

111 Spotkanie

dsc_0028Pomimo, że dzień jest niby powszedni, to dzisiaj jest jakoś tak świątecznie. Sprawia to Boża obecność. Spotkanie jest bardzo obfite. Przychodzi wielu pracowników oraz wielu uczestników. Jest z nami zespół, który prowadzi uwielbienie. Mamy wiele jedzenia do rozdania. Rozmawiamy z wieloma osobami.
Kasia rozmawia z Chłopakiem z Arabii Saudyjskiej, muzułmaninem. Opowiada mu o miłości Ojca. Proponuje mu modlitwę. Chłopak się zgadza. Płacze ze wzruszenia, gdy dowiaduje się co Bóg o nim myśli.

Małżeństwo z Singapuru dopytuje się o naszą misję. Są buddystami i bardzo dobrymi ludźmi. Jak gdyby nie dzieliła nas żadna bariera kulturowa, narodowa czy religijna. Opowiadamy im o Jezusie. Mówią, że czytali Biblię. Na koniec dają nam pieniądze na chleb dla osób bezdomnych.

Młody chłopak, 15 lat, przechodził tędy zupełnie przez przypadek. Zatrzymał się zaczął nam z zaangażowaniem pomagać. Został do końca spotkania. Zjadł posiłek i zdradził dramat życia. Jego mama pije, a on czuje się za nią odpowiedzialny i załatwia jedzenie. Szczęśliwy zabrał dla niej kilka bułek. Podczas końcowej modlitwy długo i z wdzięcznością się modli.

Mamy zupę i kiełbaski z grilla. Obok stołu stoi dziesięć siatek pełnych kanapek. Jakieś osoby poruszone losem innych zadały sobie trud, aby je zrobić i przynieść je tutaj. Bardzo to wszystko wzruszające.

Maciek

 

dsc_0013 dsc_0016 dsc_0017 dsc_0028 dsc_0035 dsc_0048 dsc_0052 dsc_0060 dsc_0061

110 Spotkanie

dsc_0144Modlimy się regularnie o Kościół Uliczny podczas specjalnych spotkań w poniedziałki. Nasze modlitwy stają się coraz głębsze w miarę jak Bóg objawia nam duchową rzeczywistość. Odkąd się modlimy na spotkaniach wtorkowych zmieniła się atmosfera. Nie stała się wcale łatwiejsza czy bardziej przyjazna. Wręcz przeciwnie. Uaktywniły się jakieś siły duchowe, które powodują tarcia. Nigdy nie było tyle agresji i sytuacji „na ostrzu noża”. W ten wtorek gdy przemawiałam jeden z przechodniów śmiał się szyderczo i komentował w bardzo złym duchu. Później podszedł do mnie, aby porozmawiać. Kpił z tego, co robimy. Mówił, że gardzi chrześcijanami, bo są słabi, smutni i nie znają prawdziwego życia. Patrzyłam mu prosto w oczy i gdy spokojnie mu odpowiadałam on mówił rzeczy szczególnie drażniące i mające wyprowadzić mnie z równowagi. Wiedziałam, że toczy się walka o moje serce i uwagę. Nie spuszczałam wzroku z Jezusa. Człowiek ten ostatecznie nie mógł na mnie patrzeć, ani ze mną rozmawiać. Wszyscy mieliśmy przekonanie, że to demony się denerwują z powodu naszych modlitw i tego, co robimy. To wprawiło nas w dobry humor. Gdy jest tarcie duchowe oznacza, że Duch Boży działa ze wzmożoną siłą. Odbieram to, jako zapowiedź wielkiego duchowego poruszenia.

Tym razem było bardzo zimno. Wzrusza mnie, gdy przechodnie zatrzymują się i obserwując co robimy podchodzą by dać nam nieco pieniędzy na misję. Nie znają nas, nie wiedzą kim jesteśmy a pomimo tego to, co widzą wzbudza w nich zaufanie. Naszym pragnieniem jest by chrześcijanie z kościołów ewangelicznych byli poruszeni w podobnym stopniu. Nie tylko do wsparcia materialnego, ale do pomocy w głoszeniu ewangelii. Tak wielu ludzi przychodzi i chce słuchać, ale ciągle brakuje ust, aby do nich mówić i ramion, aby ich przytulać.

Rozmawiałam z Ewą. Pomimo pogody wciąż mieszka z mężem pod namiotem. Praca w ogrodzie już się skończyła i nie mają pieniędzy. Teraz znaleźli jakiś pustostan i bardzo się cieszą, bo jest tam bieżąca woda. Ewa powiedziała, że każda minuta spędzona na rozmowie z nami, każda chwila, gdy słucha nauczania jest dla niej święta. Ewa uważa, że zmienia się, gdy słucha Biblii. Wzruszyła mnie mówiąc: „Nigdy nie przestawajcie tego robić. To, co robicie jest tak bardzo ważne”. Kochana Ewa.

Kasia modliła się o pewną osobę, która jak się okazało należy do Opus Dei. Osoba ta powiedziała, że chodzi do Kościoła, ale nie znana Boga tak bliskiego, jak Ten, którego widzi tutaj na ulicy. Powiedziała, ze pragnie Go poznawać. Kasia poprowadziła ją do przyjęcia Jezusa. Chwała Boża, która zstępuje na ludzi pod Złotą Bramą, zaczyna być widoczna dla coraz większej ilości ludzi. Bóg jest wspaniały!

Agata

 

dsc_0141 dsc_0143 dsc_0144 dsc_0145 dsc_0150 dsc_0151 dsc_0153

109 Spotkanie

1– Pewien człowiek przechodził przez pustynne tereny. Zmęczony usiadł, aby chwilę odpocząć. Chwilę poleżał. Potem zaczął od niechcenia dłubać patykiem w ziemi, zastanawiając się nad swoim życiem. Nie wyglądało ono zbyt zachęcająco. Wtedy pod ręką ukazało mu się coś błyszczącego. Zaczął odgarniać ziemię. To był skarb! (Mt 6,33) Nagle jego życie wypełniło się wszystkimi kolorami tęczy. Nie mógł go jednak zabrać ze sobą, gdyż był zbyt duży, a teren nie należał do niego. Z powrotem zasypał go kamienistą ziemią, znacznie grubszą warstwą. Miał plan. Odnalazł właściciela i zaproponował mu odkupienie skrawka terenu. Pasterz, właściciel, był zdziwiony, bo pole do niczego się nie nadawało. Chętnie się zgodził.

Pomimo, że cena była bardzo niska człowiek musiał włożyć wiele trudu, aby zdobyć całą kwotę. Sprzedał wszystko co miał. Ledwo mu starczyło, ale ostatecznie zamiar udało się zrealizować. W taki sposób zyskał prawny dostęp do skarbu i stał się bogaty. Królestwo Boże jest skarbem, o który warto zabiegać z całych sił. „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane” – nauczamy o tym, co w życiu jest najcenniejsze.

Dzisiaj mamy prawdziwy poligon. Wieje północny wiatr, który urywa głowy. Jest bardzo zimno i mokro. Przychodzi wielu zmarzniętych ludzi, ale też wielu wolontariuszy.

Podczas, gdy się modlimy, do przodu wychodzi pewna kobieta, która regularnie chodzi na spotkania KU. Jest ładnie ubrana. Ma zdrową cerę. Jest uśmiechnięta. Jeszcze niedawno taka nie była.

– Rok temu byłam na dnie. Przychodziłam tutaj, bo byłam głodna. Gdy słuchałam tego, czego tutaj nauczają, pojawiła się siła do zmian. Byłam jedną z was, bezdomną, ale to już przeszłość. Nie piję. Mam dobrą pracę. Z mężem wynajmujemy mieszkanie. Mam łazienkę z ciepłą wodą. Mówię o tym wszystkim, aby wam powiedzieć, że jest możliwe, aby wyjść z życiowej zapaści. Wiem, że dużo mówię. Pewnie wynika to z tego, że z wykształcenia jestem polonistką.

Rozlegają się oklaski. Wiele osób ma łzy w oczach. Obok stoi wzruszony mąż.

Piotr, który dzisiaj pilnuje porządku, jest zadowolony z tego, że ludzie w kolejce są uprzejmi. Ładnie się do siebie zwracają. Pomagają sobie i przepuszczają siebie nawzajem. Używają słów: proszę, dziękuję i przepraszam.

– Pomodlę się o pana, ok.? – Piotr proponuje pewnemu mężczyźnie.
– Ale ja jestem niewierzący – oświadcza tamten.
– Mnie to nie przeszkadza – Piotr rozpoczyna modlitwę.
Po kilku minutach.
– Pragnę takiej wiary i Boga, jakiego ma pan – mówi ten sam mężczyzna.

Pod sam koniec spotkania przychodzi mężczyzna, który był kiedyś bezdomny. Przeprasza, że dawno go nie było na spotkaniu KU. Otrzymał pracę i każdego dnia pracuje do późna. Cieszymy się. Częstujemy go zupą. Nie odmawia. Jest jak w rodzinie.

Dzisiaj mamy dwa termosy zupy, 60 litrów i ponad 100 pieczonych kiełbasek. Wszystko schodzi. Ludzie bezdomni są zadowoleni. Dodatkowo osobom chorym wykupujemy recepty. Te są szczęśliwe szczególnie. Piękny dzień. Nakarmieni Duchem jedziemy do domu się ogrzać.

Maciek

 

1 dsc_0009 dsc_0014 dsc_0069 dsc_0074

108 Spotkanie

dsc_0449„Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach” (Mt 13,31.32).
Królestwo Boże jest niepozorne, często niedostrzegalne dla obserwatorów. Jest głupotą dla ignorantów, którzy obserwują zaangażowanie i radość wierzących. Ziarnko rośnie, staje się rośliną, a potem drzewem. Zależy od tego jak bardzo pozwolimy mu urosnąć.
– Boże Słowo daje wam możliwość wzrostu. Możecie stać się małą, ładną roślinką, która cieszy oko. Jest to sytuacja, w której będziecie umieli zadbać przynajmniej o samych siebie. Albo wyrośniecie na drzewo i staniecie się domem dla licznych gatunków ptaków. Jest to sytuacja, w której wasze życie stanie się błogosławieństwem nie tylko dla siebie, ale i dla ludzi, którzy was otaczają, dla współmałżonków, dzieci, sąsiadów, pracowników, mieszkańców waszej miejscowości – przemawiamy do grupy ok. 40 osób.

Tydzień temu podszedł do nas młody człowiek i zaczął płakać, mówiąc, że zapije się na śmierć. Chciał przestać, ale nie potrafił. Miał na imię Piotr. Od miesięcy był w ciągu alkoholowym. Do szpitala na odtrucie nie miał szans, bo wymagano od niego zera promili we krwi, a on nie potrafił tego stanu osiągnąć. Bał się, że dostanie padaczki, że umrze, że jego organizm tej walki nie przetrzyma. Rozmawialiśmy z nim i modliliśmy się o niego. Zespół grał, a grupa dramatyczna wystawiła wstrząsający spektakl o ukrzyżowaniu Chrystusa. Dwa dni później Piotr zadzwonił do nas i poinformował, że jest w szpitalu na leczeniu. Pod wpływem przedstawienia przestał pić. Po kilku dniach, gdy go odwiedziliśmy wyglądał jak całkowicie zdrowy człowiek. Był ogolony i ładnie ubrany. Był szczęśliwy. Wygląda na to, że wkrótce znowu będzie biegał półmaratony. Pomagamy mu wrócić do społeczeństwa.
Jego ojciec i matka zapili się na śmierć. On też miał skłonności. Przez cztery lata był całkowicie wolny od nałogu. Znajdował się wtedy w chrześcijańskim ośrodku na południu kraju, w którym był pracownikiem. Obowiązywała tam zasada „zero alkoholu”. Był blisko Boga. Pewnego dnia jeden z kolegów zaproponował mu wypicie piwa, w tajemnicy przed „nawiedzonymi”. Miała to być ich słodka tajemnica. Okazało się, że był to podszept samego diabła. Bardzo szybko upadł na samo dno. Znalazł się na ulicy, pijany i zmarznięty. Pasmo nieszczęść przerwało pojawienie się w zeszłym tygodniu na spotkaniu Kościoła Ulicznego.

Jednym z uczestników spotkania Kościoła Ulicznego jest pan Jurek. Ma wyższe wykształcenie. Napisał dwie książki. Miał rolę w znanym filmie fabularnym. Zna trzy języki. Oprócz dobrych osiągnięć, kilka razy siedział w więzieniu. Za każdym razem kiedy przychodzi na spotkanie Kościoła Ulicznego wygląda jak pracownik ambasady, chociaż jest bezdomny. Nie wiemy co się dzieje w jego wnętrzu. Cieszymy się jednak, że chce tutaj przychodzić i być z nami.

Jeden z wolontariuszy przez ostatni tydzień był na Bliskim Wschodzie, gdzie załatwiał interesy. Prosto z samolotu przyszedł na spotkanie Kościoła Ulicznego. To miłe, że pomimo zmęczenia, nie chciał tracić błogosławieństwa.

Nasi przyjaciele wyjeżdżają na trzy tygodnie do sanatorium, ale nie za bardzo się z tego powodu cieszą. – Trzy razy nie będziemy na spotkaniu Kościoła Ulicznego – mówią, wyjaśniając powód swojego zmartwienia.

Maciek

 

dsc_0380 dsc_0387 dsc_0389 dsc_0391 dsc_0394 dsc_0400 dsc_0403 dsc_0404 dsc_0408 dsc_0422 dsc_0424 dsc_0428 dsc_0430 dsc_0433 dsc_0436 dsc_0437 dsc_0445 dsc_0447 dsc_0448 dsc_0449

107 Spotkanie

dsc_0247Druga rocznica powstania Kościoła Ulicznego. Nie świętujemy rocznicy. Świętujemy Boga. Przed oczami mamy Jego dobroć i łaskę. O niej mówimy i modlimy się o potrzebujących.

Anioł Pana zakłada obóz warowny wokół bojących się Jego i niesie im ocalenie.
Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan, szczęśliwy człowiek, który się do Niego ucieka.
Bójcie się Pana, święci Jego, gdyż bogobojni nie doświadczają biedy (Ps 34,8-10).

Dzisiaj jest bardzo dużo ludzi, zarówno wolontariuszy jak i uczestników, ok. 300 osób. Gra zespół Przed Nami. Przemawia Jack z Kongo. Występuje grupa teatralna Tożsami. Mamy kiełbaski i zupę. Jest też stoisko z książkami.

Paweł przychodził na każde spotkanie Kościoła Ulicznego i zawsze prosił o rozmowę. Pomimo, że był pod wpływem alkoholu wzbudzał nasze współczucie. Poświęcaliśmy mu wiele czasu. Pewnego dnia, zrozpaczony po dramatycznym wypadku swojego synka, zapowiedział, że popełni samobójstwo i nagle zniknął. Często myśleliśmy o nim, Dzisiaj, po pół roku, Wioleta przyprowadza go do nas. Wie, że się ucieszymy. Nie poznałem go. Tak dobrze wyglądał. Paweł przestał pić. Wioleta ze swoim chłopakiem, sami po życiowej zapaści, przyjęli go do siebie. Cała trójka była bezdomna, a teraz mają pracę i trzypokojowe mieszkanie.

Ewa z mężem mieszkają na ulicy, ale ten styl życia nie pasuje do nich. Są inteligentni i wrażliwi. Mają determinacją, aby stanąć na nogach. Niedługo to się stanie.

Maciek

 

dsc_0005 dsc_0012 dsc_0024 dsc_0037 dsc_0044 dsc_0049 dsc_0050 dsc_0055 dsc_0058 dsc_0068 dsc_0073 dsc_0075 dsc_0077 dsc_0080 dsc_0081 dsc_0091 dsc_0097 dsc_0100 dsc_0103 dsc_0104 dsc_0110 dsc_0126 dsc_0130 dsc_0133 dsc_0135 dsc_0143 dsc_0148 dsc_0149 dsc_0152 dsc_0155 dsc_0158 dsc_0166 dsc_0204 dsc_0235 dsc_0247 dsc_0249 dsc_0264 dsc_0268 dsc_0272 dsc_0327 dsc_0375 dsc_0381 dsc_0383 dsc_0398 dsc_0414 dsc_0420 dsc_0429 dsc_0435

106 Spotkanie

dsc_0347Czasami wydaje się, że nikt oprócz mnie nie przyjdzie na spotkanie. Zastanawiam się wtedy jak będzie ono wyglądało. Tylko ja sama, grupa bezdomnych ludzi i Boża obecność. Jestem gotowa i na taki scenariusz, choć zdecydowanie wolę gdy przychodzi wielu chrześcijan z różnych kościołów i mamy społeczność wierzących działających razem.

Dziś mamy gości – Gosię Hip Hop i jej koleżankę Angelikę. Dziewczyny przyjechały z daleka, by usłużyć śpiewem i świadectwem. Nie stronią jednak od noszenia i rozkładania sprzętu potrzebnego do spotkania. Gosia opowiada o swoim dzieciństwie, o nienawiści do ojca oraz o tym jak Bóg odmienił jej serce w tej kwestii. Wielu ludzi zatrzymuje się, by jej słuchać. Są poruszeni. Niektórzy mają łzy w oczach. Jej trudne życie oraz to jak Bóg poprowadził ją do uzdrowienia i uwolnienia robią wrażenie na przechodniach.

Kasia podchodzi do pewnego mężczyzny, którego ojciec niedawno zmarł. Mieli ze sobą bardzo zły kontakt. Mężczyzna ma łzy w oczach, bo czuje żal, że nie może się pojednać i niczego naprawić. Kasia prowadzi go w modlitwie do przebaczenia. Opowiada mu o Ojcu w Niebie i możliwości prowadzenia życia w miłości i szacunku.

Płacze też pewna dziewczyna. Szlocha tak bardzo, że przyciąga uwagę przechodniów. Jest w ciąży. Powinna się cieszyć, ale się nie cieszy. Ta ciąża i całe jej życie jest jednym wielkim dramatem osoby wykorzystywanej przez obcych i najbliższych. Wczoraj zmarła jej matka. Jedyne co jestem w stanie zrobić w tym momencie to jest przytulanie jej. Płaczę wraz z nią. Czuję jakby była to moja córka. To jeden z momentów, gdy czuję się bezsilna. Nie wiem co mówić i co robić. Zwykłe powiedzenie: Bóg Cię kocha to mało w takich chwilach. Modlitwa koi jej ból.

Rozmawiam z Pawłem, który poznał Boga na Kościele Ulicznym. Czyta Biblię i regularnie chodzi do kościoła. Jest tak głodny Boga, że chodzi do wielu kościołów, na różne spotkania. Tryska radością i wdzięcznością. Jest pokorny. Bóg prowadzi go krok po kroku. Rozmowa z nim jest jak miód dla duszy.

Podchodzę do Adama, który też przychodzi na Kościół Uliczny od jakiegoś czasu. Niczego mu nie brakuje. Ma dom i pracę. Syci się głoszonym słowem i mówi, że zaczyna lepiej rozumieć Boga i to, na czym polega wspólnota kościoła. Jest bardzo wdzięczny za to miejsce, gdzie spotyka się tak wielu ludzi, którzy chcą być podobni do Jezusa. Dla takich ludzi jak Adam i Paweł od dwóch lat prowadzimy spotkania na ulicy.

Mamy też gości z Tczewa, którzy prowadza bank żywności. Piotr i Marysia, pomimo zaganiania swoimi sprawami postanowili sprawić wiele radości rozdając banany, wędliny i świeże pieczywo. Nasze stoły uginają się, a przechodnie dopytują się z jakiej to okazji.  – Bo Bóg jest dobry! Proszę pani – odpowiada jeden z wolontariuszy.

Dzisiaj jest jedno z tych spotkań, gdy po zakończonej modlitwie nikt nie ma ochoty iść do domu. Rozmawiamy ze sobą, śmiejemy się i dziwimy, że kiedyś nie było takiego miejsca, gdzie możemy teraz razem służyć i mieć tak wiele radości.

Agata Strzyżewska

 

dsc_0331 dsc_0339 dsc_0347 dsc_0348 dsc_0354 dsc_0365

 

 

 

Bóg na ulicy – 100 Spotkań Kościoła ULicznego

Zachęcamy do przeczytania książki pt.: „Bóg na Ulicy”, która jest podsumowaniem naszych dwuletnich doświadczeń z pracy na ulicy. To potężne świadectwo Bożej mocy.

220 stron, 100 artystycznych fotografii. Zamówienia: fwjm.biuro@gmail.com

ksiazka100-spotkan-kuwg-098 100-spotkan-kuwg-075

 

Fragmenty książki:

Pewien bezdomny mężczyzna podchodzi i pyta nas:
– A będziecie tutaj za tydzień?
– Tak będziemy – odpowiadamy.
– A za dwa tygodnie? – pyta dalej.
– Też będziemy. Jesteśmy tutaj już od wielu miesięcy – mówimy.
– A jak długo będziecie tutaj jeszcze stawać? – kontynuuje.
– Jak nic się nie stanie, to do końca świata – mówimy.
Twarz mu się rozchmurza.
– Dziękuję wam za to, że się nami opiekujecie – mówi wzruszony.

Przed mikrofonem staje dziewczyna. Płacze. Opowiada o brutalnym morderstwie swojego ukochanego brata, który miał  23 lata. Mówi o procesie jaki zaszedł w jej wnętrzu, od nienawiści i przekleństwa w stosunku do sprawców aż do przebaczenia im i modlitwy o ich zbawienie. Słuchacze są wstrząśnięci ogromem bólu i przebaczenia.

Elegancki mężczyzna przygląda się nam od dłuższego czasu. W pewnym momencie podchodzi i zadaje nam pytania. Ma ich wiele i są bardzo głębokie. Zwierza się z duchowej zapaści w swoim życiu. Prosi nas o modlitwę. Mówi, że to, co widzi na Kościele Ulicznym przypomina mu duchową czystość jaka towarzyszyła mu kiedyś podczas poznawania Boga. Dziękuje za rozmowę. Na koniec wyznaje, że jest księdzem dużej parafii.