105 Spotkanie

1– „Lud żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza” (Łk 11,29). Znak Jonasza to trzy dni spędzone w grobie przez Jezusa zakończone powstaniem ze śmierci do życia. Wspaniale jest oglądać cuda, które Bóg czyni w Kościele. Jednak cudem o największym znaczeniu jest zmartwychwstanie Jezusa. Jest ono zapowiedzią życia wiecznego. Co więcej jest obietnicą, że Bóg jest w stanie wzbudzić upadłego człowieka do życia społecznego, rodzinnego, zawodowego – głosimy do grupy osób uzależnionych, które słuchają z wielkim przejęciem. Nagle staje pomiędzy nimi mała dziewczynka w czerwonej sukience. Kontrast pomiędzy jej czystością a ich upodleniem jest potężny. Część zaczyna rozumieć ten symboliczny obraz.

Spotkanie jest głębokie i prowadzi do modlitwy. Zachęcamy do modlitw przez mikrofon. Ku naszemu zaskoczeniu kolejne osoby chcą to zrobić. Modlitwy przechodzą w publiczne wyznawanie grzechów i dziękczynienia. Widok jest niespotykany, bo mówimy Tutaj o przypadkowych ludziach na ulicy, a nie o wierzących w kościele.

Pan Zbyszek jest kierowcą i dziękuje Bogu za to, że trzy razy uratował go od śmierci.

Umęczona kobieta prosi Boga, aby wyrwał ją ze szponów alkoholu. Jej wyznanie jest przejmujące, bo nie wygląda na osobę z problemami. Jej odwaga i desperacja muszą się Bogu podobać.

Mariusz dziękuje Bogu za to, że wyrwał go z bezdomności i nałogu. Wyrobił dokumenty, otrzymał procę w stoczni. Pewien mężczyzna o imieniu Mirek dał mu schronienie w swoim lokum. Nie mają prądu, ani wody, ale mają gdzie spać i podgrzać posiłek. Poza tym we dwóch jest raźniej. Obaj wyglądają na zadowolonych.

Jacek jest muzykiem. Obserwuje życie uliczne i mówi, że chciałby grać dla tych ludzi. Nie wie jeszcze kiedy i z kim, ale ma przekonanie, że powinien to zrobić. Cudowny twórczy niepokój.

Maciek Strzyżewski

 

1 2 3 4 dsc_0015 dsc_0016 dsc_0019 dsc_0045 dsc_0050 dsc_0057 dsc_0065 dsc_0073 dsc_0077 dsc_0079

104 spotkanie

DSC_0091Jezus powiedział, aby brać swój krzyż i Go naśladować. Życie z Bogiem to nie tylko czytanie Biblii i słuchanie kazań, to także robienie rzeczy, które nie zawsze są wygodne i przyjemne, ale na pewno Bogu się podobają np. pomaganie chorym i biednym.

Pewien bezdomny człowiek idzie do szpitala
– Gdzie ja zostawię moje rzeczy – narzeka zrozpaczony.
Jego rzeczy to kilka łachmanów.
– Wyrzuć je – radzi Robert.
– Ale to są moje ubrania. Co ja bez nich zrobię?
– Wyrzuć je. W poniedziałek przyjdę do ciebie do szpitala i przyniosę ci nowe oraz inne rzeczy, które możesz potrzebować.
Mężczyzna odbiera tę informację z radością. Robert załatwi mu także schronisko, aby po wyjściu ze szpitala nie musiał już spać na śmietnikach.

Pomagamy Marcinowi! Chłopak jest po trzech udarach. Pomimo kul, z trudem chodzi. Nosi buty ortopedyczne, które są tak zniszczone, że wystają mu skarpety. Chcemy mu pomóc, bo trzeba mu pomóc. Marcin mówi, że nie trzeba, że inni mają gorzej i mają większe potrzeby. MOPSy, GOPSy nie chcą mu pomóc, bo otrzymuje rentę w wysokości 600 zł (więc powinno mu na wszystko wystarczyć). Marcin był kiedyś zdrowym facetem, który miał piękną żonę. Życie mu się jednak posypało. Najważniejsze, że w dalszym ciągu jest pozytywnym facetem.

Dzisiaj jest bardzo wiele osób bezdomnych. Są jednak zadbani do tego stopnia, że trudno ich poznać. Jeden z nich wygląda jak biznesman. Nie możemy oderwać od niego wzroku. Pozostali są czyści i kulturalni. Tylko dwie osoby są lekko pijane. Wierzymy, że Słowo głoszone co tydzień zaczyna wzrastać i wydawać owoc w ich życiu. Bardzo często po nauczaniu ci ludzie płaczą i wyznają grzechy.

Pewien bezdomny mężczyzna ma bardzo brudne ręce. Kupujemy obcinarkę do paznokci. Myjemy mu ręce i buzię, aby zwiększyć jego szanse na skuteczne poruszanie się wśród normalnych ludzi. Cieszy się.

Mariusz i Marina przynoszą kilkadziesiąt kanapek, które sami zrobili w domu. Poświęcili dużo czasu, aby je przygotować. Tym większa jest ich radość, gdy widzą ludzi, którzy z apetytem je jedzą.

Stałym punktem spotkań jest robienie zdjęć do dowodu osobistego. Na tle zwykłej ściany pstrykamy zdjęcia, które potem drukujemy. Dzięki temu pozwalamy wielu osobom pokonać barierę finansową, której dotąd nie mogli przebrnąć.

Kolejne spotkanie Kościoła Ulicznego, gdzie dzielimy się miłością, którą sami kiedyś otrzymaliśmy, zupełnie niezasłużenie, bezwarunkowo.

Maciek Strzyżewski

 

DSC_0020 DSC_0021 DSC_0036 DSC_0052 DSC_0060 DSC_0061 DSC_0066 DSC_0070 DSC_0074 DSC_0076 DSC_0078 DSC_0087 DSC_0091 DSC_0107 DSC_0108 DSC_0117 DSC_0120 DSC_0122 DSC_0124 DSC_0125

103 spotkanie

DSC_0014Wydaje się, że dzisiaj nikogo nie będzie na spotkaniu. Nie ma wolontariuszy, ani nawet osób bezdomnych. Przychodzi Marian, który od dwóch lat jest co tydzień. Razem z Piotrem jadą po zupę a ja próbuję zebrać kogo się da, aby móc rozpocząć spotkanie. Zbieram gromadę w kółeczko i zapraszam do modlitwy i wysłuchania Słowa Bożego. Ludzie zaczynają się schodzić.

Przemawiam bez nagłośnienia i czuję się jak szesnastowieczny przebudzeniowiec. Ludzi jest coraz więcej, a w miarę mówienia przyłączają kolejni, w tym sporo zaciekawionych przechodniów. Nauczam, że Bóg daje nam zawsze kolejną szansę i nigdy z nas nie rezygnuje. Widzę jak nasi „twardzi” bywalcy ocierają łzy, a po chwili powierzają swoje życie Bogu. Zaczynają wierzyć, że wszystko jest możliwe. Żaden inny temat nie jest tak bardzo wart głoszenia, jak ten.

Piotr i Władimir mają głęboka rozmowę ze Sławkiem, który przyszedł tu prosto po pracy, w kombinezonie roboczym. Piękny to widok, gdy w uniżeniu modli się z chłopakami, nie wstydząc się innych ludzi.

Dwa tygodnie temu Andrzej oddał swoje życie Bogu. Dzisiaj przychodzi na spotkanie z uśmiechem na ustach. Poprzednio radziłam mu, aby do modlitwy dodał czytanie Biblii a wtedy jego życie zacznie się zmieniać. Twarz Andrzeja była wtedy żałośnie smutna, a teraz tryska z niego spokój i radość. Zmiana jest tak duża, że nie sposób jej nie zauważyć. Andrzej mówi, że czyta Pismo Święte i Bóg do niego przemawia. Znalazł pracę w zamian za jedzenie i spanie i jest z tego powodu przeszczęśliwy. Taki widok to balsam dla mojej duszy. Dowód, że warto przychodzić tu co wtorek.

Marina i Mariusz przynoszą kanapki. Morine ubrania. Dagmara i Piotr, choć sami wiele nie mają, przynoszą jogurty i jabłka. Zofia daje pieniądze na zakup chleba. Każdy daje coś, by pomóc tym, którzy mają jeszcze mniej. Jest dużo radości.

Proszę dziś jedną ze znajomych, która do tej pory nie pomagała, a jedynie się przypatrywała, by pomogła rozdawać łyżki. Później przychodzi do mnie i dziękuje mówiąc, że to była odpowiedź na jej modlitwy. Przedziwne jest życie chrześcijan.

Agata Strzyżewska

 

DSC_0010 DSC_0011 DSC_0013 DSC_0018 DSC_0027 DSC_0031 DSC_0039 DSC_0048 DSC_0050 DSC_0054 DSC_0055

102 spotkanie

Wtorki to szczególny dzień tygodnia w naszej rodzinie. Zawsze towarzyszy nam lekkie napięcie, bo nie wiemy „jak będzie”. Wydaje się, że nigdy nie jesteśmy wystarczająco przygotowani, uduchowieni, nie mamy dość radości, energii czy wiary, by iść na ulicę i się nią dzielić. Jednak za każdym razem okazuje się, będąc już tam, że świat jest pogrążony w takiej ciemności, że gdy my przynosimy te małe światełka, one stają się wielką jasnością w życiu ludzi. Nauczyłam się nie oceniać wielkości mojego światła, mojej wiary, mojego powołania. W Bożym Królestwie to, co w naszych oczach jest małe, potrafi być fundamentem wielkich budowli.

Mieliśmy awarię sprzętu. Głosiłam bez mikrofonu, bez muzyki w tle, bez zespołu, który by mógł wytworzyć odpowiednią atmosferę. Nie czułam ekscytacji, nie tryskał ze mnie entuzjazm, nie czułam Bożego namaszczenia. Zgromadził się jednak tłum naszych podopiecznych i w miarę głoszenia przybywało ludzi z ulicy, przechodniów, turystów, obcokrajowców. Głosiłam na podstawie historii o kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie. Skupiłam nauczanie na słowach Jezusa: „Idź i nie grzesz więcej”. Jeżeli jesteśmy skruszeni i przyjmujemy przebaczenie Jezusa to musimy wziąć poważnie Jego słowa: „Nie grzesz więcej”. To znaczy, że jest to możliwe. Jezus nie kazałby robić czegoś, co nie byłoby możliwe dla nas. Ta kobieta była słaba moralnie i duchowo i nikt nie ma co do tego wątpliwości. A jednak Jezus kazał jej nie grzeszyć. My też możemy nie grzeszyć i nie możemy szukać wymówek w stylu: „nie jestem Bogiem” lub „tylko Jezus mógł nie grzeszyć”. Gdy skończyłam widziałam duże poruszenie. Jeszcze raz doświadczyłam potęgi Bożego Słowa głoszonego w prosty sposób. Zrobiło mi się żal tych ludzi, którzy słyszą je tak rzadko. Z drugiej strony uświadomiłam sobie, że każdy chrześcijanin może wyjść na ulicę i zacząć przemawiać. Bez sprzętu, prądu, wielkich przygotowań. To jest piękne!
W połowie spotkania zorientowałam się, że nie ma mojej córki, Jaśminy. Miała robić zdjęcia, a nigdzie jej nie było i nikt nie wiedział gdzie jest. Przed spotkaniem miała pójść do sklepu więc poszłam tam sprawdzić. Ale tam jej też nie było. Trwał Jarmark Dominikański i w mieście było tysiące ludzi. Zaczęły mi przychodzić do głowy najmroczniejsze scenariusze. Nie jestem matką panikującą, ale w tej sytuacji ciężko mi było zachować spokój, a miałam głosić i pomagać ludziom.

Gdy skończyło się spotkanie, w gronie wolontariuszy podziękowaliśmy Bogu i poprosiliśmy o znalezienie Jaśminy. Gdy znowu poszliśmy na miasto, aby jej szukać, usłyszałam głos: „Mamo!”. Tak się cieszyłam, że nie umiałam być na nią zła. Okazało się, że w drodze ze sklepu Jaśmina podeszła do jednego ze stoisk z dewocjonaliami i zaczęła rozmawiać ze sprzedawczynią. Rozmowa dotyczyła Boga, Biblii, obecności Ducha Świętego, darów duchowych, chrztu w Duchu i mocy Bożej. Kobieta powiedziała, że była w Gdańsku od 3 tygodni i że często była przygnębiona, ale dla tej jednej rozmowy, z tą dziewczynką, na temat życia duchowego, warto było tu przyjechać. Rozmawiały przez półtorej godziny. Moja córka stwierdziła, że pragnie być bliżej Boga bardziej niż kiedykolwiek przedtem.

Z powody tej rozmowy nie mamy zdjęć z ostatniego spotkania. Nic się jednak złego nie stało. Duch wieje jak chce.

Agata Strzyżewska

101 Spotkanie

DSC_0014Wakacje są trudnym okresem dla Kościoła Ulicznego. Wydawać by się mogło, że ładna pogoda powinna sprzyjać spotkaniom ulicznym i efektywnej służbie. Tymczasem osoby bezdomne w lecie radzą sobie znacznie lepiej i nie czują aż takiej potrzeby, aby przychodzić na zupę lub posłuchać o Bogu. Wolontariusze natomiast są w urlopowych rozjazdach albo ulegają odprężającej atmosferze lata i turystycznej aurze miasta. Tym razem było nas jednak sporo. To ważne, bo w dużej gromadzie łatwiej jest budować wzajemną wiarę i poddawać się atmosferze Nieba.

Historia o faryzeuszu i celniku mocno dotknęła Andrzeja, który płakał i bardzo pragnął zmiany życia. Długo rozmawialiśmy i modliliśmy się dla niego o wolność od alkoholu i nowe życie. Opowiadaliśmy mu o nowej tożsamości w Jezusie, która prowadzi do uwonienia od tego jak żył kiedyś oraz do faktu, że Bóg przyjmuje go jako swojego syna. Ważne jest, aby ten kto wychodzi z nałogu nie czuł potępienia po wyznaniu grzechu, ale rozumiał Bożą miłość i wybaczenie. By wybaczył sam sobie i przestał myśleć o sobie w kategoriach grzesznika. Grzesznik grzeszy, bo taka jest jego natura, ale dziecko Boże robi to, co pokazuje mu Tata w Niebie.

Rozmawialiśmy z Anią, która przez dwa ostatnie lata była bezdomna. Chociaż kiedyś miała pracę, dom i cieszyła się dobrą opinią ludzi, to w pewnym momencie wszystko zaprzepaściła. Miała bardzo prestiżową pracę, a upadła tak nisko, że wylądowała na ulicy pijąc tanie wino z alkoholikami najgorszego rodzaju. Nagle zauważyła, że otaczają ją ludzie, którzy nie przypominali jej dotychczasowych znajomych, którzy mieli rodziny, domy i samochody. Ania wzięła się w garść i powiedziała sobie, że nie pasuje do tego towarzystwa. Znalazła pracę. Nikt nie wie, że przychodzi do niej po nocy spędzonej na czyjejś działce. Odłożyła pieniądze. Za kilka dni wprowadza się do wynajętego mieszkania. Jest wdzięczna Bogu, że pomaga jej wrócić do normalnego życia. Świadectwo Ani dopiero powstaje.

Turyści z całego świata przechodzili obok naszych stołów. Widzieli jak się modliliśmy i przytulaliśmy. Niektórzy pytali nas o to. Znudzeni taksówkarze tym razem też chętnie słuchali ewangelii. Zakończyliśmy modlitwą wdzięczności Bogu za to, że objawia się w mocy i w coraz wyraźniejszy sposób dotyka się życia ludzi pragnących zmiany.

DSC_0016 DSC_0004 DSC_0009 DSC_0014

!!!Setne spotkanie Kościoła Ulicznego w Gdańsku!!!

DSC_0231100 spotkań to pokaźna liczba, pod którą kryje się wielu ludzi, rozmów, modlitw, historii życia, radości, misek zupy i przejechanych kilometrów, ale także smutków, rozterek i zmagania się z samym sobą. Dzięki Bożej łasce i wierności daliśmy radę. Z grafiku nie wypadło nam ani jedno wtorkowe spotkanie. Przeszliśmy długą drogę, po której jesteśmy bogatsi, mądrzejsi i bardziej dojrzali. Warto było.

Można byłoby się spodziewać dzisiaj torta, wielkich przemówień, występów zespołów i tłumów ludzi. Niestety. Nic z tych rzeczy. Wita nas deszcz i bardzo niewielu ludzi. Spotkanie rozpoczynamy z jednym wolontariuszem. Potem dochodzi jeszcze dwóch. Tak skromnie nie było jeszcze nigdy w naszej historii. A pomimo tego jest wspaniale. Bóg jest w tym samym miejscu co zawsze, a misja jest tak samo ważna.

Na początku pod drzewem prowadzimy nauczanie i modlitwę. Kilka osób ma parasole. Reszta moknie. Mówimy o nakarmieniu przez Jezusa kilku tysięcy ludzi. Bóg bierze nasze niewiele i zamienia je w bardzo wiele. Może to zrobić na pustyni naszego życia. To wielka nadzieja dla naszych podopiecznych. Czas nauczania staje się coraz bardziej znaczący. Bezdomni, domni, ludzie uwarunkowani i zdrowi jednoczą się w Bożej obecności. Są to chwile, podczas których czujemy, że jesteśmy Kościołem.

– Czy pan jest księdzem? – pyta mnie jakiś człowiek.
– Jestem kimś więcej niż księdzem – odpowiadam jemu.
Jakiś bezdomny mężczyzna podchodzi do mnie i mówi, że słyszał moją odpowiedź.
– Ja rozumiem, co pan tamtemu odpowiedział. To było bardzo mądre. Pan jest dzieckiem Boga. To jest potężna prawda. Ja też nim jestem. Wiem o tym, ale niestety upadłem w swoim życiu – mówi i zaczyna szczerze płakać. Mówi, że pragnie wrócić do Boga i do społeczeństwa. Obok stoi jego żona. Od 30 lat są razem, na dobre i na złe. To wzruszająca sytuacja. Umawiamy się na czwartek, aby lepiej się poznać.

Z powodu braku wolontariuszy spotkanie obsługują bezdomni. Rozlewają zupę. Rozdają chleb. Są przejęci. Czują się wyróżnieni. W ich życiu wydarzyła się wielka rzecz. Stają się naszymi współpracownikami. Zapraszamy ich na czwartek.

Pani Maria w strugach deszczu daje nam pieniądze na chleb do zupy. Jest tutaj pomimo, że pogoda nie sprzyja. Chce pobyć z nami i zaczerpnąć z Bożej atmosfery.

Dzisiaj jest tutaj wielu ciekawych ludzi. Mają swoje problemy, ale na szczęście nie wynikają one z uzależnień. Próbują coś ze sobą robić. Aż siedmioro z nich zapraszamy na nasze czwartkowe spotkanie. W tym są dwa małżeństwa. Bardzo się cieszymy, że będziemy mogli im pomóc.

Na koniec we czwórkę modlimy się na parkingu. Dziękujemy Bogu za Jego prowadzenie i błogosławieństwo podczas ostatnich dwóch lat. Potem idziemy do restauracji. Tam opowiadamy świadectwa Bożego prowadzenia. Nasz apetyt na Jego Królestwo rośnie. Czekamy na więcej. Wiemy, że najlepsze jest dopiero przed nami.

Maciej Strzyżewski

 

DSC_0221 DSC_0231 DSC_0236 DSC_0237

Podziękowania dla darczyńców

DSC_0071 NRPragniemy serdecznie podziękować wszystkim darczyńcom, którzy od lat wspierają KOŚCIÓŁ ULICZNY w GDAŃSKU. To dzięki Waszej pomocy może dziać się to wszystko, o czym czytacie w naszych relacjach. Dzięki Waszemu wsparciu udało się wydać tysiące posiłków, wykupić leki dla wielu chorych, dać start w nowe życie kilku osobom, tysiącom dać nadzieję.

Dziękujemy: RESTAURACJI BARBADOS, PIOTROWI FURGALE, PIOTROWI SKUPINOWI, FIRMIE GOSIA MICHALAK PHOTOGRAPHY, STOWARZYSZENIU PRZYSTANEK NIEBO, CHRZEŚCIJAŃSKIEJ FUNDACJI EDUKACJI MONTESSORI,

Dziękujemy: Monice Szary, Agnieszce Głaz, Piotrowi Kosowskiemu, Łukaszowi Tułakowi, Adamowi Ratajczakowi, Arturowi Milczarkowi, Annie Trześniowskiej, Tomaszowi Cymkowi, Wiesławie Walaszczyk, Magdalenie Szefler, Karolowi Kamrowskiemu, Mariuszowi Koterwasowi, Monice Podgórnej, Julii Jabłońskiej, Ewie Jobs, Agnieszce Kweczlich, Katarzynie Mudlaff, Henryce Janik, Krzysztofowi Waszczukowi, Franciszkowi Wiśniewskiemu, Jackowi Śliwie, Renacie Woźniak, Tomaszowi Omeljaniukowi, Ludmile Szczepańskiej, Dominice Domańskiej, Paulinie Gąsienicy, Karinie Witta, Renacie Wójcickiej, Elizie Jurkaniec, Ewie Wojciechowskiej, Marcinowi Więckosiowi, Radkowi Sz, Jackowi S, Izabeli B, Magdalenie P, Hannie K oraz wielu innym anonimowym ludziom dobrej woli, których imion nawet nie znamy.

„Czcij Pana darami ze swojego mienia i z pierwocin wszystkich swoich plonów! I będą twoje stodoły wypełnione ponad miarę, a twoje prasy opływać będą w moszcz” (Przyp 3,9-10).

Organizatorzy KU

Agata i Maciej Strzyżewscy

 

1 (33) 2 (38) 4 (43) 4 (49)

DSC_0178.jpgDSC_0203.jpg

Kościół Uliczny w Ostrowie Wielkopolskim

1Konrad był w przeszłości człowiekiem mnożącym problemy. Jego historia jest opisana w ewangelizacyjnej książce pt.: „Out”. Po tym, gdy wpuścił do swojego życia Boga, całkowicie się zmienił. Założył rodzinę, a potem Kościół Uliczny w swoim mieście. Na jego zaproszenie połączyliśmy razem siły w jednym z parków Ostrowa, aby wspólnie dzielić się dobrą nowiną.

Godzina 18.00. Za mikrofonem staje Kolah – czołowy polski raper, który opowiada jak wyglądało jego życie zanim i po tym jak poznał Jezusa Chrystusa. Ma łzy w oczach, gdy widzi jak wiele nierozwiązanych problemów noszą w sobie ludzie, którzy jego słuchają.

Dwóch wysokich chłopaków słucha Koli. – Dobry jest! – mówią. Mają do niego szacun. Chętnie zgadzają się na modlitwę, podobnie jak 25 innych osób tego dnia.

Potem wychodzi M.A.R.O., inny znakomity chrześcijański raper.

Świadectwo życia z Bogiem składa Maciek i Piotr. Ludzi jest sporo. O dziwo niewiele jest wśród nich bezdomnych.

Kolah improwizuje. Śpiewa o poszczególnych osobach, które go słuchają. Chodzi, podaje im ręce i modli o nich, wciąż rymując i rapując. Trudno wyjść z podziwu. Wtedy jakiś chłopak zaczyna tańczyć eletro boogie. Porusza się jak robot. Jest znakomity. Ten występ generuje widownię, do której przemawiamy i co chwilę modlimy się o kogoś. Jest to niesamowite, pełne Bożej chwały popołudnie.

Maciej Strzyżewski

 

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 DSC_0455 DSC_0484 DSC_0523 DSC_0527 DSC_0535 DSC_0539 DSC_0541 DSC_0542 DSC_0543 DSC_0591 DSC_0667

Kościół Uliczny w Malborku

DSC_0030Super spotkanie na ulicy! Na zaproszenie organizatorów Kościoła Ulicznego z Malborka: Przemka, Ani, Marty i pastora Piotra, w ostatni piątek wybraliśmy się do nich, aby połączyć siły dla głoszenia ewangelii. Było wspaniale pod każdym względem. Pogoda dopisała, ludzie byli w dobrych nastrojach, zespół grał wyśmienicie (w tym miejscu ukłony dla Pauliny, Asi i Steni), jedzenie było smaczne.  Mieliśmy przywilej pomagać i usługiwać. Na wezwanie do modlitwy, do przodu wyszło kilku mężczyzn. Nic nie ukrywając i nazywając sprawy po imieniu powiedzieli:

– Nie dajemy sobie rady z alkoholem. Jesteśmy zwyczajnymi pijakami, ale nie chcemy tak żyć.

To wzorcowa postawa na początek nowej drogi. Modliliśmy się o nich i daliśmy wskazówki odnośnie tego co dalej mają robić.

Podczas spotkania swoją historią podzielił się Piotr z Gdańska. Był to jego debiut przy mikrofonie. Kilka miesięcy temu sam był bezdomnym człowiekiem, który się zmagał z biedą i nałogami. Dzisiaj ma pracę i mieszkanie, a przede wszystkim jest mężem Bożym, który żyje dobrym życiem i pomaga innym. Piotr, swoją osobą, wzbudził zainteresowanie osób bezdomnych, które chciały poznać więcej szczegółów odnośnie tego jak się wychodzi z dna.

– Niech pan spojrzy na tamtą kobietę. To niesamowite, że ona rozmawia z tamtym menelem. Nie brzydzi się. Pociesza go. Modli się o niego. To mnie rozwala w was, Boży ludzie – zauważyła jedna z osób ulicy.

Na koniec wyciągnąłem z samochodu karton pełen zabawek. Dała mi go kilka tygodni wcześniej pewna kobieta. Momentalnie pojawiła się chmara dzieci i karton zaczął się opróżniać. Wraz z dziećmi pojawili się także ich rodzice. Częstowali się zupą i ciastkami. Rozmawialiśmy z nimi. Było fantastycznie.  Wyobrażamy sobie, że tak jest właśnie w niebie.

Maciej Strzyżewski

 

DSC_0030DSC_0031DSC_0032DSC_0033 DSC_0042 DSC_0046 DSC_0065 DSC_0086 DSC_0087 DSC_0090 DSC_0092 DSC_0093 DSC_0098 DSC_0112 DSC_0113 DSC_0114 DSC_0118 DSC_0120 DSC_0121 DSC_0125 DSC_0132 DSC_0134 DSC_0140

Wymarzony piknik

DSC_0159– Zabierzmy ich nad jezioro! Wynajmiemy autobus. Kupimy kiełbaski, ziemniaki i ciasta. To będzie wydarzenie ich życia! – Robert się nakręca, a ja kupuję ten pomysł. – To będzie sporo kosztowało, ale znając naszego Boga, to nie musimy  martwić się o pieniądze – myślę o szczegółach.

Następnego dnia Robert dzwoni i mówi, że ma już tysiąc złotych na wynajęcie autobusu. Dała je jakaś kobieta, której spodobał się pomysł. Pewien mężczyzna, któremu opowiadam o planach wyjazdowych daje drugie tysiąc na produkty. Ludzie są niesamowici! Mogliby za te pieniądze kupić coś dla siebie, gdzieś pojechać, dać dzieciom. Czują jednak, że trzeba się dzielić z tymi, którzy mają mniej niż oni, którym jest ciężej. Tych dających jest zaskakująco wielu.

Jeżdżę po okolicy i szukam właściwego miejsca. Jezior jest wiele, ale dostęp do nich nieciekawy. W Sianowie koło Kartuz znajduję ładną łąkę, na której znajduje się gotowe miejsce na ognisko, boisko do gry w nogę i do kosza. Miejsce idealne. Idę do sołtysa i mówię, że chcemy przyjechać z ekipą z Gdańska. Jest zadowolony i mówi, że przygotuje patyki na kiełbaski. Prowadzi mnie do pana Władka. Ten załatwi drewno na ognisko. Kolejna ważna sprawa załatwiona.

Wypożyczamy ławki z zaprzyjaźnionego Kościoła. Kupujemy piłki do gry i naczynia jednorazowe, kiełbaski, miech bulew jak mówią Kaszubi i jesteśmy gotowi.

Nadchodzi dzień. Do Sianowa przyjeżdża autokar, elegancki nowy Mercedes. Wysypują się z niego nasi podopieczni po życiowych przejściach. Cieszą się jak dzieci. Z Poznania przyjeżdża Karol, który udziela się w tamtejszym Kościele Ulicznym, aby pomóc.

Rozstawiamy obozowisko. Zaczynamy modlitwą i historiami o Bożej dobroci i mądrości. Opowiadamy o życiu ludzi przemienionym przez Boga. Budujemy wiarę i karmimy nadzieję na lepszą przyszłość dla tych, którym się ono zawaliło.

Kilka osób nie przyjechało. Cały tydzień czekali na piknik i bardzo się cieszyli, ale w dniu przyjazdu upili się. Tak się dzieje z wieloma z nich. Chcą normalnego życia, ale nie mają kręgosłupa, aby cokolwiek sensownego wybudować. Podążają za prymitywnymi pożądliwościami, a te rujnują im życie. Podczas pikniku wszyscy są trzeźwi i ogarnięci. Dla niektórych z nich to wielki wysiłek i poświęcenie. Modlimy się, aby Bóg ich wzmacniał, prowadził, wyznaczał nowe drogi i dawał siłę do ich pokonania. Widzimy, że robią postępy. Słyszą kolejne świadectwa, kolejne biblijne nauczanie, zwierzają się ze swoich rozterek, ktoś się za nimi modli. Czujemy, że w duchowej rzeczywistości zachodzą zmiany. Ewangelia rodzi owoc.

Od sołtysa odbieram nie tyle patyki, co fachowe, metalowe ruszta. Dnia poprzedniego pospawał je specjalnie dla nas. Wszystko co mamy jest najwyższej jakości: kiełbaski drobiowe, delicje, pierniczki, drogie ciasta. Dwa dni wcześniej przywieźli je nam z hurtowni za free, specjalnie na ten piknik.

Fajnie jest przy ognisku nad wodą. Wszyscy pieką kiełbaski i się śmieją. Chłopaki grają w piłkę nożną. Pierwszy raz od lat. Inni ze sobą rozmawiają, modlą się, przytulają. Jest to dobry czas w Bożym Królestwie. Już teraz wiemy, że nie jest to nasz ostatni wyjazd.

Maciej Strzyżewski

 

2 DSC_0033 DSC_0045 DSC_0058 DSC_0060 DSC_0061 DSC_0067 DSC_0075 DSC_0088 DSC_0104 DSC_0145 DSC_0159 DSC_0161 DSC_0164 DSC_0170DSC_0267DSC_0265DSC_0255DSC_0252DSC_0238DSC_0234DSC_0224DSC_0220DSC_0217DSC_0201DSC_0196DSC_0191DSC_0171DSC_0294DSC_0303DSC_0316